Zarówno w Europie, jak i w Polsce można zaobserwować rosnące zapotrzebowanie na szukanie innowacyjnych rozwiązań z zakresu ochrony zdrowia, w tym telemedycyny, zapewniających poprawę jakości leczenia i zwiększenie efektywności systemu. Wynika to przede wszystkim z faktu starzejących się społeczeństw w Polsce i Europie oraz spadku dostępności do kadr lekarskich – wynika z raportu raportu opracowanego przez Fundację Telemedyczna Grupa Robocza, pt. „Jak skutecznie wykorzystać potencjał telemedycyny w polskim systemie ochrony zdrowia”.
„Już dziś 25 proc. naszych pacjentów korzysta z rozwiązań telemedycznych- zamawia wizytę, recepty, wyniki badań. To pokazuje jak duży potencjał mamy w tej dziedzinie. Zmiany będą szybciej niż się spodziewamy” – tłumaczy Andrzej Osuch, dyrektor transformacji biznesowej Lux Med, członek zarządu Fundacji TGR.
Problem w tym, że najczęściej za takie usługi NFZ nie płaci, stąd rozwinęły się one przede wszystkim w placówkach prywatnych – po prostu klienci wymogli na ich właścicielach te zmiany.
„Od 18 lat te usługi nie są rozliczane, bo nie mamy na nie kontraktu. Mimo, że wielokrotnie składałem wnioski do Agencji Oceny Technologii” – nie ukrywał prof. Henryk Skarżyński, dyrektor Światowego Centrum Słuchu Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu. Ten ośrodek należy do nielicznych w Polsce, gdzie rozwiązania telemedyczne zostały już dawno wdrożone do praktyki klinicznej.
„Gdybyśmy nie mieli sieci nie byłoby możliwości obsługi takiej ilości pacjentów, a przeprowadzamy 20 tys. operacji rocznie, czyli najwięcej na świecie. Oznacza to, że przeprowadzamy 70 operacji dziennie mając jedynie 7 chirurgów. Jak? To możliwe, bo mamy pełną wiedzę o pacjencie przed zabiegiem, dokumentację dostajemy elektronicznie i dzięki temu możemy dedykować najlepszego chirurga do danego pacjenta i jego schorzenia” – wyjaśnia prof. Skarżyński. – „Finansujemy to sami, bo zawsze uważałem, że telemedycyna jest elementem rozwoju medycyny”.
Narodowy Fundusz Zdrowia kontraktuje dziś następujące odrębne umowy o świadczenia telemedyczne: telekonsylium geriatryczne, telekonsylium kardiologiczne oraz hybrydową telerehabilitację kardiologiczną. Problem z finansowaniem publicznym tkwi w wymogach, jakie stawiają świadczeniodawcom rozporządzenia koszykowe oraz obawa świadczeniodawców przed karami ze strony NFZ.
„Warto podkreślić, że jesteśmy jedynym krajem na świecie, gdzie refunduje się hybrydową telerehabilitację kardiologiczną. Instytut Kardiologii w ten sposób sprawuje opiekę nad ponad 1200 pacjentów. Zaczęło się od tego, że ZUS jako pierwszy 10 lat temu, w ramach prewencji rentowej i dobrze za to płacił. Ta metoda daje spektakularne efekty, wyrównuje dysporoporcje w dostępie, pacjent wychodząc ze szpitala wie, że nie jest sam ze swoim schorzeniem” – opowiada Łukasz Kołtowski, członek Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Jednak w Polsce jest jedynie 18 ośrodków, które korzystają z telerehabilitacji hybrydowej. Dlaczego tam mało? „Procedura jest przecież jest opłacalna, daje efekty, ale trzeba więcej informacji i zachęt ze strony Ministerstwa Zdrowia i NFZ. Nie oszukujmy się jedną z barier jest mentalność lekarzy i to trzeba zmienić” – wyjaśnia Kołtowski.
Jego zdaniem najprościej byłoby zrównać świadczenia medyczne wykonywane tradycyjnie z tymi tele. „Wtedy lekarz razem z pacjentem mogliby wybrać ścieżkę, rozwiązanie najlepsze dla danego chorego” – uważa Kołtowski.
Warto przypomnieć, że w grudniu 2015 r. weszła w życie nowelizacja ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia, która dopuściła możliwość udzielania świadczeń zdrowotnych z wykorzystaniem technologii telemedycznych. Jednak nadal nie wiele to zmieniło.