Na świecie umiera co roku z powodu sepsy co najmniej 6 – 8 milionów osób

SEG 2025

13 września będziemy już po raz siódmy obchodzić Światowy Dzień Sepsy. W 2017 r. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) przyjęła rezolucję w sprawie sepsy, uznając ją za priorytetowy globalny problem zdrowotny. Według szacunków WHO, na świecie umiera corocznie z powodu sepsy co najmniej 6 – 8 milionów osób, co oznacza, że co 3-4 minuty ktoś umiera z jej powodu. Liczba przypadków sepsy wynosi w naszym kraju co najmniej 50 tys. rocznie.

Tak wysokie wskaźniki śmiertelności wynikają z faktu, że sepsa jest niezwykle groźnym zakażeniem ogólnym, w przebiegu którego dochodzi do niewydolności wielu ważnych dla życia narządów, takich jak nerki, wątroba, serce i płuca. Ciężka sepsa rozwija się bardzo gwałtownie i może doprowadzić do zgonu w ciągu kilku godzin.
Sepsa nie jest chorobą. To zespół objawów towarzyszących silnemu zakażeniu organizmu drobnoustrojami. Rzadziej są to grzyby lub wirusy; z reguły sepsę wywołują zakażenia bakteryjne. W warunkach pozaszpitalnych najczęściej są to zakażenia pneumokokami (Streptococcus pneumoniae), pałeczką hemofilną typu B (Haemophilus influenzae typu B) oraz meningokokami (Neisseria meningitidis).

Powszechnie utożsamia się ją z zakażeniem typowo szpitalnym i głównie dotyczącym osób dorosłych, w tym starszych. Tymczasem, nawet do 80 proc. przypadków zakażeń powodujących sepsę występuje w warunkach pozaszpitalnych. Ponadto w jednakowym stopniu mogą one dotyczyć dorosłych, jak i dzieci. Współczynnik umieralności na sepsę w Polsce jest wyższy od zagrożeń wynikłych z powodu głównych schorzeń nowotworowych i zawału serca.

Zakażenia meningokokowe może nie są częste (w 2017 roku w Polsce zdiagnozowano 204 przypadki), ale najgroźniejsze ze wszystkich wymienionych wyżej. Meningokoki wywołują inwazyjną chorobę meningokokową – w ponad 80 proc. jej przypadków występuje sepsa. Atak bakterii następuje błyskawicznie i zaledwie w ciągu 24h może spowodować zgon lub kalectwo. Są to m.in. uszkodzenia mózgu wywołane zapaleniem opon mózgowo-rdzeniowych, martwica skóry kończyn – palców i całych rąk bądź nóg, wymagająca amputacji. 1 osoba na 5 zapadających na inwazyjną chorobę mieningokokową umiera a 1 na 3 doświadcza trwałych uszkodzeń zdrowia.

„Choć sepsę wywołać może każde zakażenie, to jednym z najgroźniejszych są zakażenia meningokokowe. Bo sepsa, szczególnie u dzieci, powstaje głównie w przebiegu zakażeń pozaszpitalnych. Sepsa meningokokowa przebiega gwałtownie, grozi śmiercią lub kalectwem. Przyjmuje się, że każde opóźnienie rozpoznania sepsy o godzinę zwiększa ryzyko śmierci o 8 proc. Ale współczesna medycyna wie jak zapobiegać i leczyć zakażenia wywołane przez meningokoki. Należy tylko na czas podjąć działania profilaktyczne i lecznicze” – wyjaśnia prof. dr hab. Andrzej Kübler z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

Ofiarami ataku tych bakterii są osoby przebywające w zamkniętych społecznościach, z obniżoną odpornością lub takie, u których układ odpornościowy nie jest sprawny lub po prostu nie zdążył nabrać pełnej sprawności. A więc także najmłodsi: najczęściej ofiarami inwazyjnej choroby meningokokowej są dzieci do 5-go roku życia.
Przed bakterią meningokokową trudno jest tych najmłodszych uchronić, ponieważ ok. 10% społeczeństwa jest jej naturalnymi nosicielami, a w środowiskach zamkniętych, takich jak żłobki lub przedszkola, może być ich nawet 80%. Naturalnym środowiskiem występowania meningokoków jest błona śluzowa nosa i gardła wyłącznie człowieka. W związku z tym zarazić się jest niezwykle łatwo, ponieważ bakterie przenoszą się drogą kropelkową, np. poprzez kaszel i kichanie, ale również poprzez picie z jednej butelki, używanie wspólnych sztućców czy pocałunek.

Niestety, zakażenie meningokokami trudno jest szybko i jednoznacznie zdiagnozować, ponieważ jego pierwsze objawy są mało charakterystyczne. Gorączka, wymioty, brak apetytu, ogólne rozbicie – przypominają objawy typowej grypy lub przeziębienia i mogą w łatwy sposób być mylnie odczytane.

„Rozpoznanie sepy jest trudne, bo nie ma swoistych wskaźników laboratoryjnych i oparte jest głównie na obserwacji zmian czynności organizmu podczas zakażenia. U dziecka nagłe zmiany zachowania, pogorszenie kontaktu, złe samopoczucie, szybki oddech i bicie serca, gorączka lub poczucie zimna, spocona skóra i nagła wysypka to objawy alarmowe (tzw. 'red flag’) nakazujące poszukiwanie kwalifikowanej pomocy medycznej” – podkreśla prof. Kübler.

Kapitał na Zdrowie