W ostatnim roku pacjenci z sekcji prostaty Stowarzyszenia UroConti wysłali ponad 120 pism do Ministerstwa Zdrowia, AOTMiT, NFZ czy parlamentarzystów. Efekt? Nadal w leczeniu przed chemioterapią chorzy z rakiem prostaty mają dostęp tylko do jednego leku, choć konsultant krajowy ds. urologii i towarzystwo naukowe wnioskują o uznanie w tym wskazaniu równoważności klinicznej abirateronu i enzalutamidu. Nadal też – tylko w Polsce – obowiązuje absurdalny warunek kwalifikacji do programu lekowego na podstawie stopnia złośliwości mierzonego skalą Gleasona, która w niesprawiedliwy i sztuczny sposób dzieli chorych.
W sierpniu ub.r. pojawiła się opinia prezesa AOTMiT rekomendująca objęcie refundacją enzalutamidu u pacjentów niestosujących dotychczas chemioterapii, a potem informacja o tym, że kolejny producent złożył wniosek o refundację innego leku, kabazytakselu w ramach programu (ICD-10 C61), co zostało przyjęte przez chorych.
„Po niepokojących doniesieniach Europejskiej Agencji Medycznej (EMA) dotyczących bezpieczeństwa niektórych leków na raka prostaty, cieszyła nas każda kolejna opcja terapeutyczna” – mówi cytowany w komunikacie przewodniczący sekcji prostaty UroConti Bogusław Olawski. – „Tymczasem mijały kolejne miesiące a my, jak mieliśmy monopol jednego producenta i jednego leku, tak mamy do dziś. Oznacza to, że osoby, które z różnych powodów nie mogą przyjmować jedynego leku znajdującego się w programie przed chemioterapią, skazuje się na śmierć. Choć nowoczesna medycyna ma dla nich alternatywne, skuteczne i bezpieczne terapie”.
„Domagamy się zaprzestania dziwnego opóźniania negocjacji z producentami leków. W sierpniu ub. r. otrzymaliśmy rekomendację prezesa AOTMiT dotyczącą enzalutamidu i do końca roku resort zdrowia nawet nie rozpoczyna negocjacji!? Dlaczego jest takie opóźnienie?” – denerwuje się Olawski. – „Domagamy się takiego samego dostępu do leczenia, jak w innych krajach, wcale nie tych bogatych, ale choćby takich, jak Rumunia czy Bułgaria”.
Równie zła sytuacja występuje w innych obszarach związanych z rakiem prostaty: w zakresie robotyki, która wbrew zapewnieniom i obietnicom, nadal nie jest dostępna, czy braku koordynacji leczenia nowotworów.
„Jeśli pacjent trafia do onkologa, to zwykle jest leczony radioterapią, jeśli do urologa, to lekarze proponują zabieg chirurgiczny” – mówi Olawski. Według programu pilotażowego to ośrodki onkologiczne mają koordynować całość procedur, z kolei wg raportu przedstawionego w parlamencie 18 grudnia ub. roku, mają to robić urolodzy. Spory kompetencyjne się przedłużają a czas ucieka. „Czujemy się zagubieni. Szczególnie ci, którzy po leczeniu zostają zostawieni sami sobie i muszą zmierzyć się z jego efektami ubocznymi, takimi jak NTM czy zaburzenia erekcji” – dodaje Olawski.