Gellert: nerki zabijają powoli

SEG 2025

„Choroby nerek są częstsze niż cukrzyca czy udar. To takie samo wyzwanie dla systemu zdrowia jak choroby nowotworowe. Problem w tym, że 90 proc. chorych nie wie że ma poroblemy z nerkami. To problem lekceważony zarówno przez pacjentów, bo przewlekła choroba nerek nie boli i rozwija się długo, jak i przez lekarzy” – ostrzega prof. Ryszard Gellert, Krajowy Konsultant w dziedzinie Nefrologii.

W Polsce choruje na nerki od 4 do 5 milionów osób. 90 proc. o tym nie wie. Co roku z tego powodu umiera przedwcześnie 80 tysięcy osób, co skraca średnią długość życia o 2 lata. Choroba, chociaż łatwo wykrywalna i prosta do leczenia w początkowej fazie, jest rozpoznawana zbyt późno. Dlatego powstał raport pod redakcją prof. Gellerta, który udowodnia, że – przykładowo, objęcie opieką koordynowaną pacjentów w schyłkowym stadium niewydolności nerek – przyniosłoby oszczędności rzędu 3 milionów rocznie.

Jak? Ważna jest przede wszystkim profilaktyka, wczesne wykrywanie i opieka nad pacjentem we wszystkich stadiach choroby. „Przewlekła niewydolność nerek rozwija się 20-30 lat, a to oznacza, że chory w tym czasie trafia do różnych lekarzy i często słyszy różne, rozbieżne ze sobą diagnozy. Gdyby była ciągłość leczenia można byłoby uniknąć dializom i konieczności przeszczepiania nerek” – podkreśla profesor.

Ponadto proponuje, by poradnia nefrologiczna działała w każdym powiecie, przy stacji dializ i miała realny, a nie symboliczny kontrakt z NFZ. Eksperci obliczyli, że dzięki temu 50 tysięcy osób rocznie mogłoby pójść do nefrologa i wcześniej dowiedzieć się o chorobie. Połowa z 32 tysięcy dializowanych, nigdy nie była u tego specjalisty przed rozpoczęciem terapii ratującej życie. Na wizytę w Warszawie czeka się średnio 379 dni.

Kapitał na Zdrowie