Obecnie aż 52 proc. leków mających pozytywną rekomendację Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) nie jest refundowanych.
„Polski system refundacyjny w ogóle nie jest nastawiony na wyczekiwanie innowacji. Mamy najniższy w Europie poziom wydatków na leki, bo jest to zaledwie 0,5 proc. PKB, podczas gdy średnia europejska wynosi 1,2. W dodatku udział leków innowacyjnych wynosi zaledwie 0,3% wszystkich leków i to także jest najmniej w Europie” – podkreślała Bogna Cichowska-Duma, dyrektor generalny Infarma podczas konferencji na której przedstawiono raport „Przełomowe innowacje farmaceutyczne. Doświadczenia, rekomendacje, perspektywy”.
Jak wynika z raportu w USA wydłużenie długości życia to aż w 73 proc. zasługa wprowadzenia na rynek leków innowacyjnych. „EMA (Europejska Agencja Leków) co roku wydaje ok. 86 pozytywnych decyzji wprowadzających nowy lek na rynek. Zaledwie kilka z nich można znaleźć na polskich listach refundacyjnych. Tymczasem to dzięki nowoczesnym lekom udało się osiągnąć znaczny spadek śmiertelności w takich chorobach jak HIV/AIDS (80 proc.), nowotwory (o 20 proc.), a w ostatnim czasie WZW C (o 90 proc.)” – wyjaśniała Cichowska-Duma.
Co mogłoby poprawić sytuację?
„Prawdziwym przełomem byłoby gdybyśmy na ochronę zdrowia wydawali 10-12 proc. PKB” – uważa Paweł Grzesiowski, adiunkt w Szkole Zdrowia Publicznego, Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego, prezes zarządu Fundacji Instytut Profilaktyki Zakażeń. – „Co z tego, że rak jajnika jest jedynym nowotworem jaki leczymy w Polsce według standardów światowych skoro aby zakwalifikować się do leczenia trzeba wykonać badania genetyczne, które nie są refundowane, a kosztują 8 tys. zł?” – dopytywał.
Według niego polscy lekarze są nie tylko ograniczani zapisami ChPL (Charakterystyką Produktu Leczniczego), ale także zapisami programów lekowych, które mocno zawężają możliwość podania danego leku chorym. „Jedyna możliwość wprowadzenia nowego leku na rynek to właściwie zastosowanie off-label. Dlatego dziś w polskiej medycynie publicznej pracujemy głownie na prostych terapiach. W efekcie Polacy dopłacają i to coraz więcej. Weźmy chociaż przykład kalendarza szczepień – 60-70% rodziców kupuje szczepionki skojarzone wyjmując pieniądze z własnej kieszeni” – tłumaczy Grzesiowski.