„Coś, co było niemożliwe stało się osiągalne i pacjenci ekstremalnego ryzyka sercowo-naczyniowego mogliby być dziś skutecznie leczeni” – mówi prof. Dariusz Dudek, prezes Europejskiej Asocjacji i Interwencji Sercowo-Naczyniowych Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Jednak wciąż nie są, bo czekają na program lekowy z wykorzystaniem inhibitorów PCSK9. Specjaliści podkreślają, że taka terapia to ratunek dla wielu chorych, a dodatkowo lepsze monitorowanie wszystkich pacjentów kardiologicznych i mniej hospitalizacji. 29. września przypada Światowy Dzień Serca.
Propozycja programu lekowego dla pacjentów szczególne obciążonych ze skumulowanymi czynnikami ryzyka została stworzona przez czołowych polskich ekspertów. Ewolukumab, który miałby być stosowany w tym programie ma już od 2017 r. potwierdzoną w badaniach naukowych skuteczność w zakresie nie tylko obniżania poziomu LDL-c, ale i redukcji ryzyka wystąpienia różnych zdarzeń sercowo-naczyniowych. Terapia ta jest refundowana dla tej grupy chorych nawet w Czechach, na Słowacji, w Bułgarii i Estonii. Polscy pacjenci wciąż czekają.
Jak wyjaśnił prof. Dariusz Dudek, leczenie wysokiego stężenia cholesterolu, czyli hipercholesterolemii ma na celu obniżenie jego wartości, co będzie prowadziło do ustabilizowania, a nawet odwrócenia procesów miażdżycowych. To zapobiega udarom mózgu, zawałom serca i miażdżycy naczyń obwodowych.
„Statyny i leki hamujące wchłanianie cholesterolu, jak axitinib/ezetymib poprawiają rokowania pacjentów. Jeżeli mamy pacjenta z tzw. złym cholesterolem LDL 140, 160, 180 mg/dl i zaczynamy obniżać jego stężenie tymi lekami, jesteśmy w stanie osiągnąć redukcję 50-60 proc., ale nigdy poniżej 55 mg/dl. Tymczasem dla cierpiących z powodu chorób serca i naczyń, po zawałach i udarach oraz z miażdżycą kończyn dolnych celem terapeutycznym jest stężenie poniżej 55 mg/dl. Wytyczne europejskie ESC/EAS z 2019 r. mówią, że powinniśmy obniżyć cholesterol LDL nawet do 35- 40 ml/dl, a dla pacjentów ekstremalnego ryzyka oczekiwaną wartością jest 20-30 ml/dl” – tłumaczył prof. Dudek.
„W Polsce jest to wąska grupa kilku tysięcy pacjentów z rozpoznaną miażdżycą, po zawale serca oraz mających wysokie stężenie cholesterolu, którego nie jesteśmy w stanie obniżyć klasycznymi lekami. W związku z tym są oni narażeni na kolejne incydenty sercowo-naczyniowe grożące nawet śmiercią” – wyjaśnił prof. Dudek.
Stworzenie nowego programu lekowego dla chorych z ekstremalnym ryzykiem sercowo-naczyniowym byłoby dobrym uzupełnieniem programu Kompleksowej Opieki nad Pacjentem po Zawale Serca (KOS). Prof. Dudek zaznaczył, że kardiolodzy postulują, aby odpowiednie stężenie cholesterolu było jednym z mierników jakości programu.
„Cel terapeutyczny, czyli poziom LDL byłby monitorowany przez cały rok, więc moglibyśmy być pewni, że osiągnęliśmy dzięki lekom odpowiednie jego wartości. I to powinno być dołączone do KOS, bo te programy idealnie się nakładają” – podkreślił. Zwrócił uwagę, że jeszcze nie wszystkie ośrodki w kraju mają możliwość uczestniczenia w KOS. Jego zdaniem, należy zwiększać ich liczbę.
„Dodatkowo są problemy z utrzymaniem większej liczby pacjentów. Na szczęście premiowane są ośrodki mające powyżej 60-70 proc. pacjentów włączonych do skoordynowanej opieki medycznej przez rok” – dodał.
Prof. Dariusz Dudek podkreśla, że korzyścią z nowego programu byłaby skuteczna terapia ekstremalnie zagrożonych pacjentów i monitorowanie jakości leczenia.
„80-90 proc. chorych będzie leczona klasycznymi lekami. Nie ma więc obaw, że nagle 80 000 pacjentów z zawałem serca stanie się przedmiotem programu lekowego. Ale będzie to grupa około 2-3 tysięcy osób rocznie, u których przy zastosowaniu klasycznych terapii nie jesteśmy w stanie uzyskać celu terapeutycznego. Program pozwoli tę grupę leczyć optymalnie i umożliwi funkcjonowanie w dobrej jakości życia kilku tysiącom rodzin. A przy okazji 90 proc. pozostałych chorych będzie dobrze monitorowanych. Małe koszty, a ogromne korzyści” – podsumował.